Pomoc - Szukaj - Użytkownicy - Kalendarz
Pełna wersja: Sv Na Wesoło - Różni Autorzy
Forum poświęcone serialowi Smallville > Fan-Topics > Fan Fiction
Inszy
Ktoś kiedyś chciał bym napisał coś parodiującego Smallville bez przekleństw. No i napisałem smile.gif Najwyższych lotów to to nie jest, ale jednak powstało wink.gif Jest to jednorazówka, więc raczej nic więcej nie będzie w tym temacie.
Dla desperatów:


Smallville, dzień jak każdy inny. Czyste niebo, przyjemna temperatura powietrza, kilka niewyjaśnionych morderstw i kukurydza spokojnie szeleszcząca na wietrze. Nic więc nie wskazywało na to, że zdarzy się coś dziwnego.
Jednak w pewnym momencie coś nadciągało nad miasteczko, coś mrocznego i ogromnego. Z początku nikt tego nie zauważył, jednak z biegiem czasu już każdy wiedział co to i zaczęli gromadzić się w domach oraz kawiarniach. Jedną z nich był Talon, miejsce które wielu dawało nadzieję na lepsze jutro oraz trochę ciepła.
I właśnie w jego stronę skierowały się dwie tajemnicze osoby przemykające w ciszy pomiędzy ciemnymi alejkami. Gdy wyszły naprzeciw Talonu przystanęły na chwilę. Jedna z nich rozejrzała się niespokojnie i po chwili przemówiła po raz pierwszy od dłuższego czasu:
- Niepokoi mnie to co nadciągnęło nad Smallville, bardzo niepokoi.
- Nie przesadzasz? Wiem, że całe niebo ściemniało, ale przecież to tylko zwykłe chmury deszczowe.
- Jimmy, nie po to wydałam tyle pieniędzy na fryzjera by mi się teraz przez jakiś głupi deszcz całe uczesanie rozwaliło i ma mnie to prawo niepokoić!
- Więc chodźmy już do środka, bo jeszcze nas tu przemoczy. Chociaż w takiej mokrej bluzeczce byś wyglądała całkiem…
- Świnia!
Tymczasem w środku Lana Lang przyjmowała kolejne zamówienia.
- Daj mi małą kawę, ale z dużą ilością śmietanki, bo nie lubię czarnych.
- Pete, a kto ich lubi?
- Że co?!
- Mówię, że mało kto lubi mocną kawę. Już podaję.
Jednak nie dane jej było dojść do bufetu, gdyż dokładnie w tym samym czasie do środka pomieszczenia wpadł silny podmuch wiatru niosąc z sobą jakiś dziwny chłód, pierwsze krople deszczu oraz Chloe z Jimmim. Szczególnie to ostatnie było dla Lany dość przykre i wynikało z faktu, iż była winna Chloe pewną bliżej nie określoną sumę pieniędzy i dwie książki, w tym jedną ze szkolnej biblioteki, które omyłkowo spłonęły w czasie ostatniego grilla jako podpałka.
Okazało się, że obawy nie były bezpodstawne, gdyż przy szczególnym poszanowaniu kurtuazji rozmowa jednak zdawała się zmierzać w niebezpieczne rejony:
- Gdzie moja kasa?! Gdzie moje książki?! Jakie miasto jest stolicą Zimbabwe?!
- A co to? Miliard w rozumie?
- Skoro już z Lexa wyciągasz kasę, to możesz mi w końcu oddać co moje.
- Moje uczucia do niego są czyste i nie mają nic wspólnego z pieniędzmi! Jak śmiesz mi to zarzucać?!
- Bądźmy szczere, to że zarabia dziewięć milionów miesięcznie nie jest bez znaczenia…
- Dziewięć? Jak mu wyznawałam miłość, to myślałam, że osiem… Ale nie myśl, że dodatkowy milion zmieni moje uczucia, bo ciągle go kocham!
I pewnie taka rozmowa by jeszcze trwała gdyby nagle gdzieś z tła nie przebił się po wielu próbach zapomniany już Pete.
- Hej! A co z moją kawą?!
Co prawda zaraz tego pożałował i nauczył się by nie wcinać się między dwie rozgniewane damy gdyż obok nieprzyjemnego spojrzenia można otrzymać odcisk dłoni z obu stron twarzy, ale dzięki temu akcja mogła ruszyć dalej…
Tu też Chloe się zorientowała, że przecież to przecież stary dobry Pete.
- Ach, to Ty! Chyba się nie widzieliśmy w tym tygodniu?
- Eee… Właściwie to trzy lata i jeszcze trochę…
- Faktycznie, jakoś miło ten okres minął. Co właściwie tu robisz?
- Czekam na moją kawę – powiedział głosem na tyle donośnym by usłyszała go również Lana.
- Hmm… Wiesz co, Pete? Zadzwonię po Clarka, żeby tu wpadł. W końcu stara miłość nie rdzewieje, nie?!
Po czym od razu oddaliła się w ustronne miejsce jednocześnie wyciągając telefon i ciesząc się udanym pomysłem na spławienie tego karakana. Postawiło to w nieciekawej sytuacji Jimmy’ego, który już od pewnego czasu niepewnie przestępował z nogi na nogę i teraz stał ciągle przy drzwiach ostrożnie się rozglądając. Na szczęście jego sytuację zauważyła Lana i uratowała od tej niezręcznej sytuacji:
- Jimmy, przestań tak się kiwać. Idź załatwić co masz do załatwienia i wróć. Męski kibelek to drugie drzwi po lewo w głębi korytarza.
- Dziękuję…
W międzyczasie przy stoliku obok można było usłyszeć ciche narzekania Pete’a:
- Ale ja tylko chciałem kawę…
Co prawda zanosiło się na to, że o kawie może zapomnieć, ale za to na zapleczu Chloe przy pomocy telefonu już sprowadzała na miejsce miejscowego bohatera, najsilniejszego z silnych, najszybszego z szybkich, wioskowego głupka, Clarka Kenta.
- Cześć Clark, tu Chloe. Możesz wpaść do Talonu?
- Oszalałaś?! Widziałaś jakie chmury są?! U mnie już pada! Nie ma mowy, nigdzie się nie ruszam! A poza tym nie chce mi się, właśnie kończę ściągać kinówkę nowych Piratów z Karaibów i mam ciekawsze zajęcia niż siedzenie w jakiejś zapyziałej kawiarence. No i za pół godziny ma jeszcze spaść grad…
- O, masz nową moc?
- Taa… Moc oglądania prognozy pogody… Polecam ją nabyć, byś wiedziała żeby się nie szwędać po mieście w złe dni.
- Ej no, nie bądź taki, przyjechał Pete!
- Nie znam takiego zespołu, nie lubię go i w ogóle mnie nie interesuje.
- To nie zespół, to Twój przyjaciel głupku!
Tu nastąpiła dłuższa chwila ciszy w czasie której Chloe na poważnie zaczęła się obawiać o powodzenie swego genialnego planu, jednak w końcu Clark się odezwał:
- Aaa… Ten Pete… A po co miałbym się z nim spotykać? Kiedyś był fajny, ale przedszkole już dawno za nami… Poza tym to taki zwykły człowiek, nie ma w nim nic ciekawego…
- Czyli uważasz, że jesteś lepszy niż zwykli ludzie?!
- Ja tak wcale nie twierdzę! No… ale czy potrafią oni podpalać rzeczy samym wzrokiem albo podnosić ogromne ciężary? Potrafią? Hę? ...potrafią?
- Wiesz co? Gdyby nie to, że masz supertwardą skórę, to byś dostał za to z liścia, Ty mały rasisto! – tu nagle wpadła na kolejny rewelacyjny pomysł – Za to nie powiem Ci, że znów przyjechała Lana i że za Tobą tęskni! – pomysł lekko podszywany kłamstwem, ale musiał być skuteczny.
- La.. Lana? Nie wiem o czym mówisz. Na pewno dla niej się nie ruszę! Eee… Chloe? Dobrze mi będzie dziś w czerwonej koszuli?
- A masz inne?
- W sumie, to nie.
- Więc będzie dobrze jak zawsze, przychodź – po tych słowach się rozłączyła zacierając ręce z zadowolenia. Kłamstewko tu, półprawda tam, zdecydowanie stawała się coraz lepszą dziennikarką.
Zanim wróciła do głównej sali, to młody Kent już tam był – lekko przemoknięty, ubrany w to co zawsze, więc roztaczał dość specyficzny zapach i do tego miał przyklejony do twarzy lekko perwersyjny uśmieszek. I od wejścia skierował się bezpośrednio w stronę bufetu gdzie Lana starała się wyciągnąć swojego tipsa z sałatki przygotowanej dla jednego z gości. Gdy tylko do niej się zbliżył od razu przeszedł do rzeczy:
- Hej, Lana! Mam mały interes!
- Wiem, widziałam. Nie musisz o tym rozpowiadać przy wszystkich klientach.
- Eee… Ja nie o tym…
- No to już, raz, raz, o co chodzi? Widzisz, że jestem zajęta.
- No… Ja chciałbym… Będziesz ze mną chodzić?
- Pewnie… Żebyś znów mnie zostawił dla innej i w końcu o mnie zapomniał?
- Kochanie, jak możesz tak mówić? Będę pisał co dwa tygodnie.
- Nie mów do mnie „kochanie”, bo spuszczę na Ciebie Lexa i się skończy.
- A co on ma czego ja nie mam? – spytał nasz bohater już lekko łamiącym się głosem.
- Władzę, pieniądze, klasę, pieniądze, interesujących znajomych, pieniądze, szykowny wygląd, pieniądze i… i… i ma pieniądze…
- Ale ja też mam pieniądze! – po czym szybko przeglądając kieszenie wyciągnął trzy dolary oraz siedemdziesiąt jeden centów – Widzisz?!
W tym momencie do pary podeszła Chloe z ciekawością przyglądając się zawartości wyciągniętej dłoni Clarka. Po podliczeniu jej zawartości na ustach dziewczyny pojawił się litościwy uśmieszek, jednak postanowiła mu pomóc, w końcu sama go w to wplątała.
- Clarki, Clarki, Clarki… Za tyle nie kupisz u Lany herbaty, a chcesz kupić całą ją? Mam lepszy pomysł: zajmij się Lois.
- Lois?
- No Lois. Wiesz, moja kuzynka.
- Twoja kuzynka?
- Działasz w trybie echo? A może nie rozumieć po angielski? No moja kuzynka! Wysoka, farbowana blondyna, ma czym oddychać!
- Aaa… Ta Lois… - przypomniał sobie Clark z uczuciem błogiej radości na twarzy. Jednak zaraz się zreflektował, że nie jest tak pięknie – Ale ja przecież kocham Lanę.. A poza tym Lois mnie na pewno nie chce i przysięgła przestrzegać celibatu…
- Po pierwsze, nie kochasz Lany, tylko od tego ciągłego podglądania jej przez teleskop jak przebiera się w sypialni, trochę Ci zaszumiało w hormonach. Gdyby nie to, że pozostałych oknach jakie widzisz ze swojej szopy albo nikt się nie przebiera, albo faceci, to byś tak za Laną nie biegał.
- Hej! – przerwała zbulwersowana Lana.
- Nie przerywaj, bo wiesz, że to prawda i specjalnie zapominałaś zasunąć żaluzje. Sama mi to wyznałaś. A teraz szukaj tipsów dalej, bo mam do pogadania z Clarkiem: Po drugie, Lois jest mocno dziwna i jej się podobasz, prócz sportowców lubi nieudaczników, bo są słodcy.
- Nieudaczników?
- Przestań w końcu po mnie powtarzać! Po trzecie i ostatnie, Lois nie przysięgła przestrzegać celibatu, tylko przestrzegać przed celibatem.
- To chyba niepotrzebnie dziś ją wyrzuciłem z domu?
- Co zrobiłeś?! Ty głupku! Leć za nią!
- Kal El potrafi latać, ja nie…
- Wiesz co? Ty lepiej idź sobie porozmawiać z tym całym Pete’em, bo ja nie mam już do Ciebie siły. – i Clark odszedł - Tylko dziękuję komuś kto nade mną czuwa, że trafiłam na Jimme’ego… A właśnie, Lana gdzie on jest?
- Poszedł do łazienki, ale już od kilkunastu minut go nie ma.
- Hmm… Coś mi tu śmierdzi…
- Właśnie dlatego poszedł do łazienki. Oby się zorientował, że oszczędzamy na papierze i miał coś przy sobie co go zastąpi.
Tym czasem przy stoliku Pete’a:
- Cześć Pete.
- Cześć Clark.
- Co tam u Ciebie.
- Dobrze. A u Ciebie.
- Też dobrze.
- To dobrze.
- No.
Po tak rozwiniętym dialogu nic dziwnego, że skończyły się tematy do rozmowy. Jednak po paru minutach niezręcznej ciszy w końcu Pete znalazł motyw przewodni dalszej dyskusji:
- Beznadziejna pogoda, nie?
- No… A co właściwie tu robisz?
- Czekam na kawę. Słyszysz mnie Lano Lang?! Czekam na kawę, już cholerne pół godziny na jedną małą kawę!
Jako wrażliwa istota Lana od zareagowała ze swoją całą empatią:
- Nie ma kawy, właśnie sobie zaparzyłam ostatnią. Przyjdź kiedy indziej.
- Teraz właśnie sobie przypomniałem dlaczego wyjechałem z tego miasteczka… Wracam do siebie, do niezobaczenia wszystkim – i wyszedł.
To pociągnęło za sobą całą falę wydarzeń: Clark w końcu wykombinował, że zamiast lecieć może wyjść, więc może udać się pieszo na poszukiwanie Lois; Chloe w końcu doczekała się na Jimme’ego i postanowiła szybko zakupić jakiś odświeżacz powietrza w pobliskim markecie; a Lana… Lana w końcu znalazła swojego tipsa, co było jej wielkim triumfem, gdyż nie tylko znów będzie naturalnie piękna, ale i klient dostanie sałatkę; Lois była już w ramionach innego, niejakiego Olivera; Lex wprowadzał w życie złowieszczy plan wprowadzenia na rynek najnowszej wersji Pokemonów; w puszczy amazońskiej wybuchły dwa pożary, jednak oficjalnie nie miały one związku z wydarzeniami jakie rozegrały się tego dnia w Smallville, aczkolwiek do prasy przedostały się porażające przecieki, że mogło być inaczej, a za wszystkim stoi TW Martha K.
Tak czy inaczej kolejny dzień zbliżał się ku końcowi. Chmury się rozwiały, ukazując blask gwiazd hen, tam daleko w kosmosie, a na niebie rozpostarła się tęcza. Przynajmniej by to zrobiła gdyby był ładny słoneczny ranek a nie późny wieczór. Zapanował więc błogi spokój i nie zakłócił go nawet kolejny deszcz meteorytów oraz atak zabójczych pomidorów z kosmosu. Co prawda dwie trzecie populacji miasteczka wyparowała z powierzchni Ziemi, a 90% budynków zostało zniszczonych, jednak ten drobny incydent nie znalazł większego echa w społeczeństwie. W końcu i dwa dni później wszystko wyglądało tak samo. Zupełnie jak w filmie…
soku11
Hehe skomentuje pierwszy - bardzo dobrze napisane i ogolnie ciekawe smile.gif Brakuje mi tylko tutaj akcji Johnatana z Clarkiem. Nie wiemczy zauwazyliscie, ale ojciec praktycznie zawsze jak sie widuje z synem pociesza go i kladzie reke na ramieniu tongue.gif Dodanie takiej akcji ze z 5 razy z rzedu go pociesza tez byloby smieszne. Czekam na jakas kontynuacje. POZDRO
Inszy
Jak zaznaczyłem na początku - na kontynuację nie ma co liczyć (bo i co tu kontynuować?) wink.gif
A Jonathana nie dałem, by się zombi nie szwędały wink.gif
regm
Masz specyficzne poczucie humoru i właśnie dzięki temu ten tekst jest tak zabawny. smile.gif Naprawdę mi się podobało.

Wiem, że kontynuacji nie będzie, ale mógłbyś pomyśleć nad jakimś innym wątkiem, bo naprawdę nieźle Ci to wychodzi smile.gif
The Uzależniony
śmieszne bo prawdziwe. Pokazałeś, że Smallville to banda idiotów z IQ50,
a teksty typu; "- Co zrobiłeś?! Ty głupku! Leć za nią!
- Kal El potrafi latać, ja nie…" są jakby żywcem wyjęte z oryginalnego scenariusza tongue.gif

Inszy, powiedz: drażni Cię Smallville? Bo jeśli poziom irytacji, choć w połowie odpowiada trafności obserwacji to musisz być cholernie poirytowany tym serialem wink.gif
Inszy
Nie, nie irytuje mnie jakoś specjalnie - po prostu dostrzegam jego wady i część z nich chciałem tu wyśmiać smile.gif

I dzięki za uznanie, choć ciągle uważam, że nadzwyczaj dobre, to to nie jest wink.gif
The Uzależniony
CYTAT
dzięki za uznanie, choć ciągle uważam, że nadzwyczaj dobre, to to nie jest


bo nie jest wink.gif nigdy nie miało być.
właśnie dlatego idę sam coś napisać biggrin.gif

EDIT:
No i napisałem, trochę w pośpiechu i mi pomysł się skończył ale co tam tongue.gif
(Inszy, nie obraź się, że w twoim temacie ale uwierz mi: nie warto było zakładać drugiego:)

ChApTeR I

Dzień dobry. Oddział Policji Metropolis. Moja godność John Tritter, szukam młodzieńca imieniem Clark Kent.- posępnym i spokojnym głosem sapnął siwiejący inspektor.
Chloe zaniepokojona niepewnymi zamiarami złowieszczo wyglądającego stróża prawa, postanowiła pozwodzić nieco natrętnego przybysza.
- Clark? W piątki Clark wyjeżdza zwykle do miasta zabawić się z panienkami z Club Zero w Metropolis.
- Już to sprawdziłem. Po rozrubie z krzesłami sprzed kilku lat ciągle ma zakaz wjazdu w to miejsce.
- Ah...no rzeczywiscie...Pomyślmy, jest już dość późno, godziny odwiedzin w Belle Reave się już skończyły, zatem na pana miejscu sprawdziłabym jeszcze cmentarz, tam Clark trzyma większość swoich znajomych.
- Z moich akt wynika, że pan Kent weekendy lubi spędzać na strychu bawiąc się swoją kolekcją gumowych piłeczek. Niestety dziś farma jest pusta dlatego przyszedłem tutaj- odparł mężczyzna.
- Przykro mi ale jeżeli nie ma go w domu to nie umiem panu pomóc.- rzekła Chloe, obojętnie przewracając oczyma.
- Skoro tak będę musiał cię prosić, żebyś poszła ze mną.- spokojnie odparł Tritter.
- Ja? A to niby na jakiej podstawie?
- Nieoficjalnie?- Za utrudnianie śledztwa.
- A ofcicjalnie?!
- Lista jest długa. Głównym zarzutem będzie użycie karty kredytowej ocja na zakup materiałów militarnych z ebaya, wieloletnie hakowanie serwerów rządowych oraz nielegalne założenie konta na witrynie perversealliens.com
- O FAK! -kropelki potu zalśniły na czole Chloe. -Tylko nie moje konto- dodała w myślach dziewczyna.
- No więc jak będzie panno Sullivan?
- Wygrał pan, panie Tritter. Clark nie chciał aby ktoś wiedział. Jest on w posiadłości Luthorów, na końcu drogi, za miastem. Lex Luthor- gospodarz, pojechał do Peru szukać szczepionek związanych z tajemniczymy poronieniami tamtejszych kobiet, a pani Luthor...
- ...a pani Luthor-przerwał policjant-zapewne wraz z młodym Kentem testują te szczepionki w domu w warunkach naturalnych? Dziękuję za pomoc. To mi narazie wystarczy.- zadowolony z siebie John, oddalił się do stojącego za rogiem, zaparkowanego samochodu.

ChApTeR II

- Nie potrafię tego zrobić- zdyszanym głosem wyszeptał Clark.
- Zawsze ciężko jest zrobić to pierwszy raz, ale jak to zrobimy, później będzie tylko z górki!- stanowczo powiedziała Lana. –Ty nie gadaj tylko zacznij zamawiać już tę przeklętą pizze a ja poszukam portfela Lexa.-dodała.
- Kiedy ja naprawdę nie mogę. Czułbym się podle wiedząc, że obżeram się za cudze.- frustracja Clarka nie miała końca.
- Oj Clark! Ty zawsze musisz być taki małostkowy. Nie bądź głupi. Ja już straciłam ochotę na granie głupiutkiej dziewczynki. Pięć sezonów daje się wykorzystywać za nic. Za darmo. Nie wiesz, że na tym świecie za darmo nikt cię nawet w dupę nie kopnie?
-??- oniemiały Clark nie znał odpowiedzi na to pytanie.
- Dlatego koniec z tym.-ciągnęła dalej Lana- będę jeść pizze i Lex będzie za nią płacił, czy mu się to podoba czy nie. Jestem jego żoną na miłość boską. Musiał liczyć się z moimi potrzebami skoro chciał się żenić. Nie mogłabym żyć z człowiekiem, który odbierałby mi prawa do pizzy. Zapamiętaj te słowa Clark: chcesz mnie mieć zdobądź wpierw pizze. Rozumiesz co do ciebie mówię? Zresztą nie odpowiadaj. Dzwoń! I pamiętaj, że ja chcę bez sera, wędliny ani warzyw.

Mina Clarka była zupełnie bez wyrazu. Totalnie zdezorientowany miał zacząć zgłaszać zamówienie dla pobliskiej pizzerii, kiedy w drzwiach pojawił się jeden z ludzi ochrony rezydencji.
-Pani Luthor, mamy gościa. Ktoś chce rozmawiać z Clarkiem Kentem. Czeka na dole. Mówi że jest z policji.
- Niech wejdzie- spokojnie wskazała ręką na salon.
- Lana! Nie rób tego!- desperacko wrzasnął Clark.
- O co chodzi? Czemu krzyczysz?
- Dobrze wiesz ile razy wplątywałem się w konflikty z prawem. Meteor freaki, demolowanie mienia, przetrzymywanie DVD...Gliny nigdy nie wróżą niczego dobrego.
- Nie przesadzaj. Zaraz się wszystko wyjaśni. Zobaczysz.

Drzwi do przedpokoju zaczęły otwierać się przed zbliżającym się funkcjonariuszem, gdy Lana poczuła lekki przeciąg, który przeszedł swobodnie po jej plecach. Wiedziała już, że jak się odwróci, utwierdzi się tylko w przekoananiu, że Clarka już tam nie ma, że zniknął bez słowa-jak zawsze. Nie było jednak ku temu okazji, gdyż tuż przed nią stał już John Tritter- duma i chluba Policji Metropolis...

ChApTeR III

-Dobry wieczór Pani Luthor. Posiadam informacje, które wskazują, że spędza pani wieczór ze swoim przyjacielem Clarkiem Kentem.
- Clark wyszedł. Zdaje się zwrócić jakieś DVD do wypożyczalni.- powiedziała Lana.
- Och czyżby? Skoro tak będę musiał cię prosić, żebyś poszła ze mną.- wyrecytował Tritter.
- Ja? A to niby na jakiej podstawie?
- Nieoficjalnie czy oficjalnie?- kontynuował swoje przedstawienie John.
- Nieoficjalnie to może mi pan wypisać mandat za jazdę po pijaku.- buntowniczo odparła. A oficjalnie może pan zabrać swoje tłusto dupsko na lukrowane pączki, bo ja nie mam zamiaru udzielać odpowiedzi na żadne z kolejnych pytań.
- Ależ po co te emojcoe?! Co cię opętało, kobieto?- zaskoczony atakiem John, pierwszy raz tego dnia podniósł nieco głos.
- W tym odcinku jeszcze nic mnie nie opętało. Ale w spoilerach pisali, że w krawej zemście powróci Izobelle.
Tritter najwyraźniej nie zrozumiał co ten bełkot oznaczł, bo zdawał się w dalszym ciągu czekać na odpowiedź ze strony dziewczyny.
- Jestem żoną pierwszego a synową drugiego najpotężniejszego człowieka w tym kraju- ciągnęła swoje wywody- w prezencie ślubnym od obu dostałam książkę: „Sztuka manipulacji i szantażu”, którą uskuteczniałam na przypadkowo napotkanych ludziach przez ostatnich kilka miesięcy. Jeżeli ktokolwiek tutaj nie wie co czyni to na pewno nie jestem to ja!
Strapiony stróż prawa zorientował się, że rozmowa zaczyna wymykać się spod kontroli a wszystko galopować zaczęło w przeciwnym kierunku do założonego.
-Proszę posłuchać-wrócił do typowego dla siebie, spokojnego sposobu prowadzenia dialogu. Nie chciałem pani zdenerwować, szukam Kenta, bo psia krew- chciałem mu podziękować! Ten dzieciak uratował mi życie zeszłej nocy. Naciskałem bo po tym co się stało postanowiłem odejść na emeryturę i wraz z żoną wyjechać jak najszybciej z Kansas. Poza tym mam dla niego prezent.
- O jak to miło? A cóż za prezent pan dla niego ma?- z ciekawością zapytała Lana.
- Wraz z kolegami z posterunku wykupiliśmy mu roczny talon na darmową pizze wraz z dostawą...


_______________________________________________ThE EnD._________________________________________

PS.
Ha-Ha-Ha:PPP
regm
Zabójczy cliff wronek! biggrin.gif
Inszy
Nie obraziłem się, nawet zmieniłem nazwę tematu wink.gif

I ćwicz dalej - nowa fala parodystów Smallville musi nadejść wink.gif
To jest wersja lo-fi głównej zawartości. Aby zobaczyć pełną wersję z większą zawartością, obrazkami i formatowaniem proszę kliknij tutaj.
Invision Power Board © 2001-2010 Invision Power Services, Inc.