Bandzi widzę, że mamy podobne odczucia.
Spodziewałam się czegoś zapierajacego dech w piersiach....i muszę przyznać napisy były śliczne, istne cudo....no ale na tym mój zachwyt się chyba zakończył. Fatalnie wyszło z tym błędem (mam na myśli imię Kristin). Mam też nadzieję, że poprawią tenże błąd do przyszłego odcinka...tak jak obiecali.
Ok, wracamy do naszego szoł...Ładna była ta forteca...z zewnątrz oczywiście (ach, te efekty komputerowe)...bo w środku wyszło słabo. Powinni wziąc przykład z 'Superman Returns' i ich Fortress of Solitude...
Bandzi...tak, faktycznie kulała dość sztucznie, w pewnych momentach wyglądało to dość komicznie, w końcu po takim locie...no ok, wybaczam.
Zastanawia mnie czemu powiedziała Lex'owi o statku...może faktycznie była w szoku.

Chloe...Alli wygląda zajefajnie w nowym openingu. Mam nadzieję, że się wyspała w tym śniegu. Bardzo podobała mi się jej reakcja i jej tekst (ten na samym początku) w tej klinice (szpitalu?).
Lionel jako 'mały przewodnik' Lany...no proszę, proszę. Ładne oczy miał

Lex i jego ciemna strona mocy...jak zwykle coraz bardziej daje o sobie znać.
Czekałam na walkę pomiędzy Kal-Elem i nowymi znajomymi....no i się nie doczekałam. Powiało nudną. Lana jak zwykle nic nie widziała. Współczuję jej też zderzenia ze ścianą.
Wszyscy byli śliczni, nawet Shelby. Aha, mam nadzieję, że porzucą wreszcie fabułę tego, że 'Lana nadal nie wie'....bo robi się to już stare i okropnie denerwujące, ile to można jeszcze wałkować? Rozumiem 4 sezony, ale proszę już dość,
Al, Miles...nie macie tego po dziurki w nosie? Widać nie.
kończąc...fajny, ładny odcinek...ale do 'wow' dużo mu jednak brakuje. 'Crusade' zrobiło na mnie większe wrażenie.
zobaczymy te....'no more secrets, no more lies'....